Historia

Porzednia strona internetowa szkoły  2005 r. – 2009 r. http://spgieraltowice.strony.gni.pl/

 

Z kart historii Szkoły Podstawowej w Gierałtowicach.
Początki szkolnictwa w Gierałtowicach sięgają czasów założenia osady. Przez całe stulecia dzieje szkoły były związane z losami mieszkańców miejscowości. budynek-szkolny-1933r1Nowy rozdział w historii szkoły otworzył się w 1933 r. wraz z zakończeniem budowy nowoczesnego gmachu szkoły. Stary budynek zajmowany obecnie przez Urząd Gminy nie był w stanie pomieścić wszystkich wychowanków. Z materiałów źródłowych wynika, iż pod koniec lat dwudziestych do szkoły każdego roku uczęszczało około 400 dzieci. Wspólnym wysiłkiem władz państwowych, mieszkańców i zwierzchników kościelnych, w tym księdza Władysława Roboty, wzniesiono budowlę dwupiętrową, wyposażoną w salę gimnastyczną, bibliotekę, kuchnię i kotłownię. Szkoła była ośmioklasowa, lecz ze względu na nierównomierny przyrost naturalny nie zawsze udawało się skompletować klasy, wówczas dzieci uczęszczały do sąsiednich miejscowości, dotyczy to głównie słuchaczy klasy ósmej.
Od początku swego istnienia szkoła była centrum życia kulturalnego miejscowości. Za pośrednictwem odbiornika radiowego zainstalowanego w świetlicy docierały do dzieci informacje z kraju i ze świata. W sali gimnastycznej na przygotowanej scenie odbywały się występy artystyczne zaproszonych gości i uczniów. Wystawiano sztuki teatralne budzące uznanie wśród mieszkańców wsi. Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się popisy szkolnego chóru z towarzyszeniem orkiestry mandolinistów. Organizowane wycieczki były często jedyną okazją do poznania piękna polskiej ziemi.
Nauczyciele z oddaniem otaczali podopiecznych troską. Z ich inicjatywy szkolna kuchnia z zebranych składek wydawała darmowe posiłki dla dzieci z ubogich rodzin. Dla obniżenia kosztów przygotowywały je starsze uczennice. Na znak solidarności z potrzebującymi nauczyciele kupowali je a następnie spożywali wspólnie z uczniami. Grono nauczycielskie kształciło gospodarcze uzdolnienia dzieci także poprzez prace w starannie pielęgnowanym ogrodzie znajdującym się przy szkole. Chłopcy szczycili się nagrodami za modele latające wykonane na zajęciach modelarstwa.
Postaciami, które najdłużej połączyły swe losy ze szkołą w okresie międzywojennym była pani Maria Szatyńska, której zapiski w zachowanej kronice szkolnej są bezcennym źródłem informacji oraz wieloletni kierownik szkoły Wilhelm Mazurek, cieszący się dużym autorytetem ze względu na swą bohaterską postawę w czasie powstań śląskich, gdy z narażeniem życia walczył o polskość Śląska. Dowodzi to, iż nauczyciele swoim przykładem kształtowali wśród wychowanków postawę wzorowego patrioty i humanisty. Dali temu wyraz podczas dramatycznych wydarzeń drugiej wojny światowej. Polska szkoła przestała istnieć, a na jej miejsce powołano placówkę niemiecką z językiem niemieckim jako wykładowym. Ogromnym heroizmem odznaczali się nauczyciele po zakończeniu działań wojennych organizując nauczanie w kilku budynkach równocześnie, gdyż w szkole miały swoją kwaterę wojska radzieckie. Po opuszczeniu przez nie Gierałtowic przystąpiono do mozolnego naprawiania szkód w zdewastowanych klasach.

W okresie powojennym dzięki wzorcom postaw patriotycznych budynek-szkoly-1933ukształtowanym w dwudziestoleciu międzywojennym, udało się ochronić młodzież przed ideologiczną propagandę komunistyczną okresu stalinowskiego, zachowując niezależność przekonań. Prężnie działały w szkole młodzieżowe organizacje PCK, SKO, ZHP a zwłaszcza zespół folklorystyczny nazwany później ,,Gierałtowianie”. Dzieci pogłębiały swe zdolności na licznych zajęciach kół zainteresowań. Rozgłos ze względu na swe nowatorstwo zyskała założona od podstaw hodowla jedwabników. Ogromną bolączką dekad powojennych był brak funduszy na niezbędne remonty. Dyrekcja szkoły szukała wsparcia wśród okolicznych zakładów pracy. Pomocy udzielał m. in. knurowski zakład Koksorem. Ważnym wydarzeniem w życiu szkoły było nadanie w 1983 r. imienia zasłużonego dla śląskiej ziemi pisarza Gustawa Morcinka oraz wręczenie szkole sztandaru. W ostatniej dekadzie XX wieku staraniem władz samorządowych wyremontowano i rozbudowano szkołę m. in. o nowoczesną pracownię językową. Nadal z ogromny pietyzmem przywoływano tradycje, z której wyrasta współczesność m. in. poprzez otwarcie Izby Regionalnej.
W przedstawionych działaniach splatają się dążenia szkoły do ukształtowania wychowanków świadomych swych korzeni i gotowych przez znajomość języków obcych i poznanie współczesnego świata do aktywnego działania na rzecz społeczności lokalnej. Uczniowie dzięki wysiłkowi swojemu i nauczycieli wielokrotnie sięgali po zwycięski laur w konkursach przedmiotowych potwierdzając wysoki poziom nauczania. Absolwenci za sprawą swej wiedzy po ukończeniu szkoły osiągali kolejne stopnie wykształcenia, przyczyniając się zdobytymi umiejętnościami do rozwoju miejscowości. Nakreślona pokrótce światła przeszłość pozwala obecnym nauczycielom i wychowankom szkoły na sięganie do chlubnych wzorców i w oparciu o nie wyznaczanie obecnego i przyszłego oblicza szkoły.
opracował Stefan Duda

Moja szkoła podstawowa – Janina Cicha-Rożek szkola-od-podworza
Każda szkoła ma w swojej historii nauczycieli, którzy szczególnie wyraźnie zapisują się w pamięci uczniów. Chyba miałam szczęście, bo w czasie mojej przygody ze szkołą podstawową spotkałam kilku pedagogów, których nie można zapomnieć.
W gierałtowickiej podstawówce uczyłam się w latach 1954-1961 i moją pierwszą Panią wychowawczynią była pani Urszula Oberaj-Gorywoda. Była niezwykle energiczna i wymagająca. Lubiliśmy ją bardzo, ale nie przeszkadzało nam to narzekać, że za dużo zadaje nam prac domowych. Czuliśmy przed Nią wielki respekt, ale kiedy się przenosiła do Rybnika, pamiętam, że pół klasy płakało.
Następną moją wychowawczynią była pani Maria Szatyńska. Również wymagająca i konsekwentna. Uczyła nas języka polskiego, ale przede wszystkim wychowywała. Nie potrafiła przejść obojętnie obok czegoś, co wydawało się niewłaściwe, nie na miejscu. Jej czujne oko i ucho wyłapywało każde potknięcie, każdy błąd i napominała nas aż ?do bólu”. Nie wszystkim się to podobało.
W tamtych czasach języka rosyjskiego uczyła pani Jadwiga Czerniak. Była osobą, o której można powiedzieć ?dusza-człowiek”. Myślę, żeśmy Jej wtedy nie doceniali, a to dlatego, że uczyła języka, którego nie chcieliśmy się uczyć.
Te dwie panie, choć krańcowo różne, tworzyły swoisty duet, bez którego moja szkoła nie byłaby taka barwna.
W ostatnich klasach podstawówki miałam szczęście spotkać jeszcze jedną nauczycielkę, która niewątpliwie wywarła wpływ na moje przyszłe życie. Pani Irena Wiechuła uczyła mnie matematyki, fizyki i chemii. Do dziś pamiętam jak na lekcji chemii zrobiła doświadczenie: wodę zabarwiła atramentem, ogrzewała do wrzenia, skropliła i … powstała czysta woda. Było w tym coś z magii !
Czy wtedy postanowiłam zostać chemikiem ? Nie pamiętam czy właśnie wtedy, ale jestem nauczycielem chemii.
?Wspomnienia to skarb, ale trzeba je umieć odkurzać.”

St. Kisielewski Kisiel – Wojtas Magdalena


Przepracowałam w zawodzie nauczycielskim 41 lat. ?Belferskie szlify zdobywałam  w małej szkółce w Istebnej-Zaolziu, odpracowując nakaz pracy.
Swoje losy z Gierałtowicami związałam dopiero po 4 latach pracy w zawodzie (od września 1958roku). Razem ze mną rozpoczynali pracę w tej szkole kol. A. Bobek, kolega R. Buchta i ksiądz H. Jeziorski.
Uczyłam różnych przedmiotów w klasach od I do VIII, a nawet pracowałam w bibliotece z kol. M. Szatyńską. Byłam ?specjalistką od wszystkiego” po ukończeniu P. L. P.
Na początek kier. Szk. P. Wilhelm Mazurek przydzielił mi klasę Ia (która liczyła 44 Uczniów), a w klasach starszych roboty ręczne dziewcząt i język polski w kl. VI.
Uczniowie ci znaleźli się pod moją kuratelą od momentu rozpoczęcia nauki w szkole, aż do jej ukończenia. Ten sposób ?prowadzenia” klasy bardzo mi odpowiadał. Udało mi się to z rocznikiem 1951 1958.Nie było to jednak, (jak życie pokazało) takie proste, mając ukończone tylko Liceum Pedagogiczne. Wtedy rozpoczęłam własną edukację i zostałam polonistką z wyższym wykształceniem zawodowym.
Jednak, gdy w 1974 roku zostałam wychowawczynią pierwszej klasy, ?zabrakło mi wiedzy” na temat nauczania w klasach młodszych. Ukończyłam wtedy NURT i jeździłam na konsultacje w Krakowie (z koleżankami z Przyszowic, pociągiem) do autora podręcznika ?Kolorowa Matematyka” dla kl. I p. Moroza. Tej klasy jednak nie doprowadziłam do końca, gdyż objęłam etat szkolnej bibliotekarki, a po 31 latach pracy w zawodzie nauczycielskim zdecydowałam się odejść na emeryturę.
Ze szkołą jednak całkowicie się nie rozstałam, gdyż zatrudniono mnie w bibliotece (na pół etatu), a czasem zastępowałam koleżanki polonistki przebywające na urlopach macierzyńskich. Trwało to dziesięć lat.
Obecnie zaangażowałam się ponownie w życie związkowe i jako przewodnicząca Oddziału Sekcji Emerytów i Rencistów ZNP Gierałtowice nie tracę kontaktu ze szkołą i koleżankami.
Było i jest miło. ? Szczęśliwy jest człowiek, który w życiu nie tylko się cieszy ,ale też ma się z czego cieszyć.” W. Tatarkiewicz

Wspomnienia z mojej pracy – Krystyna Kłosek

emerytowana nauczycielka
Jest mi bardzo miło zaprosić czytelników tego biuletynu na parę wspomnień z mojej pracy w Szkole Podstawowej w Gierałtowicach.
Do tutejszej szkoły zostałam przyjęta 1 września 1973 roku po przeniesieniu ze Szkoły Podstawowej w Pilchowicach. Zatrudnił mnie ówczesny kierownik szkoły pan Edmund Kała. Do moich obowiązków należało założeni świetlicy szkolnej, w której uczniowie mogli spożyć obiad i odrobić lekcje. Uczyłam matematyki w klasie siódmej. Po odejściu pani Ireny Wiechuły do Liceum Ogólnokształcącego w Knurowie, uczyłam fizyki i matematyki w klasach VI-VIII. Bardzo dobrze wspominan pracę z dziećmi, a także moje koleżanki i kolegów nauczycieli oraz przełożonych, którzy zmieniali się dość często. Szczególnie miło wspominam dyrektorów: Danutę Konarską, Cecylię Kajzar (Klepek), Wiesława Magnora i Cecylię Lasończyk.
Mocno w pamięci utkwiły mi osiągnięcia uczniów w konkursach przedmiotowych z fizyki, w szczególności Aleksandra Pohla.
Przez cały okres pracy w szkole byłam opiekunem Spółdzielni Uczniowskiej, w której uczniowie mogli zaopatrzyć się w przybory szkolne, słodycze, zimne napoje oraz w okresie zimy spożyć ciepłą herbatę z cytryną.
W roku 1997 przeszłam na emeryturę po 32 latach pracy w szkolnictwie. Będąc na emeryturze, pracowałam nadal przez dwa lata na pół etatu, ucząc fizyki w klasach VI-VIII. Wówczas to doczekałam się pracowni fizyki z prawdziwego zdarzenia. Był to największe moje przeżycie, szkoda tylko, że tak późno.

Wilhelm Mazurek w pamięci swoich córek – Notatki z rozmowy

Córki ze wzruszeniem i nostalgią wspominają postać ojca- długoletniego kierownika naszej szkoły. Podkreślają jego zaangażowanie i trud wkładany w prowadzenie gierałtowickiej placówki.
W ich pamięci pozostał jako człowiek surowy i wymagający, ale również od siebie. Któż nie pamięta otwartych drzwi jego gabinetu i zapracowanego mężczyzny przy biurku?
Był nauczycielem charakterystycznym, którego nie sposób zapomnieć. Starał się wypełniać swoje obowiązki uczciwie i obiektywnie.
Częste kontrole, wizytacje nie zrażały go- w obecności osób z zewnątrz zawsze stawał po stronie nauczycieli.
Bali się go wszyscy. Uczniowie czuli ogromny respekt, a w szkole panowała dyscyplina.
Miał ustalony rytm odpytywania- pytał zawsze dokładnie w ustalonej kolejności alfabetycznej.
Przed wybuchem wojny wywiózł żonę z dziećmi w okolice Zamościa, a potem pozostał w mieszkaniu przy ulicy Ks. Roboty.
Gdy do Gierałtowic weszli Niemcy, udało mu się uciec o dołączyć do rodziny. Jako, że groziło mu niebezpieczeństwo państwo Mazurkowie bardzo często zmieniali miejsce pobytu i ciągle się siedzieli na walizkach. Udało im się uratować, ocalić i ukryć małą dziewczynkę pochodzenia żydowskiego. Kilka lat temu doszło do niecodziennego spotkania z dorosłą już Sonią
Po wojnie nastąpił powrót do Gierałtowic i praca w szkole podstawowej.
A Wilhelm Mazurek pozostał w pamięci nie tylko córek, lecz także wszystkich mieszkańców nasze miejscowości, którzy się z nim zetknęli.
Wspomnienia – Maria Szolc


W Szkole Podstawowej w Gierałtowicach pracowałam w latach 1978-2000. Obecnie jestem na emeryturze. Byłam nauczycielką nauczania początkowego. Pracowałam z dziećmi najmłodszymi.
Moim zadaniem było wprowadzenie dziecka w środowisko szkolne, przystosowanie go do życia w klasie i szkole. Musiałam poznać indywidualne właściwości poziomu umysłowego, moralnego i fizycznego każdego dziecka, by móc umiejętnie, dyskretnie i systematycznie kierować każdym uczniem. Od I klasy wprowadzałam dzieci w świat liter, sylab wyrazów, zdań, reguł ortograficznych, liczb i działań matematycznych. Pisałam do zeszytów wzory liter dużych i małych, wdrażałam do czytania. Poprzez wycieczki do Urzędu Gminy, Urzędu Pocztowego, Straży Pożarnej, lasu poznawaliśmy najbliższe środowisko. Przy okazji, na muzyce śpiewaliśmy piosenki związane tematycznie z programem. Doznane przeżycia dzieci przedstawiały w formach plastycznych. Widziałam, ile radości sprawiało dzieciom przeczytanie pierwszych wyrazów, tekstów, rozwiązywanie pierwszego zadania tekstowego. W każdy rysunek, czy wykonaną pracę dzieci wkładały dużo wysiłku.
Największą trudnością dla mnie była ocena ucznia- miałam świadomość, że każde dziecko, nawet najmniej aktywne, czy słabe w nauce czeka na pochwałę, nagrodę i dobre słowo. Mam nadzieję, że udało mi się to dać wszystkim podopiecznym, że czuli się oceniani sprawiedliwie.
Uatrakcyjnieniem zajęć były wyjazdy do kina, teatru, operetki, muzeum, a także wycieczki turystyczne. W trosce o zdrowie uczniów organizowaliśmy wyjazdy na ?zielone szkoły” nad morze- do Kołobrzegu, Sarbinowa i Mielna.
Mile wspominam Współpracę z dyrekcją, koleżankami z pokoju nauczycielskiego oraz rodzicami, na których zawsze można było liczyć.
Pracę w szkole podstawowej wspominam bardzo dobrze- te 22 lata spędzone z dziećmi przebiegły tak szybko- jak chwila.

Cecylia Lasończyk

W szkole w Gierałtowicach pracowałam w latach 1985 – 1996 jako polonistka a przez ostatnie 8 lat pełniłam funkcję dyrektora szkoły. Jak rysuje mi się dzisiaj obraz ?mojej szkoły” – po 7 latach pobytu na emeryturze?
Bywało różnie, jak w życiu. Pamiętam chwile radosne, piękne i wzruszające, ale były i takie których dziś, nawet z perspektywy czasu nie chciałabym przeżyć.
Największą bolączką był brak środków finansowych na utrzymanie szkoły (szczególnie w latach 1989 – 1993), ale był to problem dotyczący całej oświaty. Jednakże dzięki pomocy ludzi dobrej woli, począwszy od dyrekcji KWK ?Knurów”, czy dyrektora Stępnia z Koksowni Knurów, aż po indywidualną pomoc rodziców i mieszkańców Gierałtowic, udało się przeprowadzić ?szkolny okręt” ku lepszym już czasom, kiedy to pieczę nad szkołami w naszej gminie przejął samorząd.
Szczególnie miło wspominam członków Rady Rodziców z jej wieloletnią przewodniczącą Panią Pawlas. W tamtych trudnych czasach (i nie tylko), razem z radą pedagogiczną nie szczędzili wysiłku, by młodzież szkolna czuła się w szkole dobrze i bezpiecznie, miała dostęp do nowoczesnego sprzętu multimedialnego i innych pomocy naukowych, by wiedziała że jest członkiem jednej wielkiej rodziny i jak w rodzinie, ma swoje prawa i obowiązki. I wiedziała, bo wszędzie dominowała atmosfera życzliwości i zrozumienia. Wspierali się wzajemnie i nie było zadania, w którym wspólnie nie uczestniczyli i któremu by nie sprostali. Szkolne życie tętniło młodością a ?klucz do niego” tkwił w szkolnym samorządzie. On był inspiratorem wielu wspaniałych chwil w życiu szkoły. Były to drobiazgi, ale jak powiedział Robert Brault:
?Ciesz się drobiazgami, bo któregoś dnia możesz spojrzeć za siebie i zobaczyć, że były to rzeczy wielkie”.
PAMIĘTAM ZBIORCZĄ SZKOŁĘ GMINNĄ W GIERAŁTOWICACH


W latach 70-tych, wraz z powstaniem gmin, powołano w Gierałtowicach Zbiorczą Szkołę Gminną. Struktura organizacyjna tej jednostki oświatowej przewidywała m.in. podniesienie poziomu nauczania wśród młodzieży z małych miejscowości, podniesienie poziomu wykształcenia wśród kadry nauczającej. Szkołą zbiorczą wraz z zastępczyniami kierował gminny dyrektor szkół, któremu podlegały wszystkie szkoły i przedszkola znajdujące się w granicach jednostki administracyjnej. Gminny dyrektor szkół prowadził także samodzielną jednostkę budżetową, prowadził inwestycje, prace remontowe i właściwą politykę kadrową. W ówczesnym okresie skoncentrowanie tych obowiązków i uprawnień stawiało dyrektora na bardzo wysokiej pozycji. Podlegał on bezpośrednio kuratorowi oświaty w Katowicach.
Zbiorcza szkoła gminna miała także stać się szkołą 10-letnią. Brak poważnych środków finansowych i skomplikowana sytuacja polityczna kraju nie pozwoliła na realizację tego przedsięwzięcia.
Co zastano w szkole gierałtowickiej w połowie lat 70-tych, przed powołaniem szkoły zbiorczej? Skromne wyposażenie klas, drewniane podłogi konserwowane olejem, brak utwardzonego boiska szkolnego, był także basen wymagający ciągłych remontów, mało sprawna instalacja grzewcza.
Dzięki dużemu zaangażowaniu młodych członków dyrekcji szkoły, grona pedagogicznego, właścicieli prywatnych zakładów rzemieślniczych, rodziców i środków budżetowych, zaczęto realizować ambitny program modernizacji szkoły. W miejsce systemu klasowego wprowadzono i urządzono pracownie i klasopracownie. Do odrębnego budynku wyprowadzono przedszkole. W tym okresie powstały m. in. pracownie: historyczna, biologiczna, polonistyczna, klasopracownie nauczania początkowego i inne. W trakcie urządzania tych pracowni, kadra kierownicza, nauczyciele wraz z oddanymi rodzicami pracowali do późnych godzin nocnych. Praca ta dawała wszystkim dużo satysfakcji i jest przedmiotem częstych wspomnień przy różnych okazjach. Okres, w którym unowocześniono placówkę, bardzo dobrze wpływał na właściwe kształtowanie się odpowiedniej atmosfery i na poprawne stosunki międzyludzkie w szkole.
Wielkim wydarzeniem było 50-lecie szkoły. Szkoła otrzymała imię Gustawa Morcinka i sztandar ufundowany przez rodziców.
Z okresu kilkunastu lat pracy na stanowisku dyrektora gminnego, na szczególne wyróżnienie zasługują ludzie, którzy ze mną pracowali, a mianowicie: zastępczynie, nauczyciele, którzy osiągali bardzo dobre wyniki w różnych konkursach i olimpiadach, instruktorzy zajęć pozalekcyjnych i wszyscy pracownicy, którzy wypełnili różne obowiązki. Nie mogę pominąć także naszych uczniów, bez których nie byłoby naszej gierałtowickiej szkoły.
Wiesław Magnor

Wspomnienia- Danuta Konarska

Kiedy w 1977 roku zaproponowano mi funkcję zastępcy Gminnego Dyrektora Szkół do spraw szkoły w Gierałtowicach, czułam się zaszczycona a równocześnie pełna obaw, czy sprawdzę się na funkcji kierowniczej. Należałam wtedy do grona młodych nauczycieli i wiedziałam, że jeszcze muszę się dużo nauczyć. Ze strachem przyszłam na pierwszą konferencję, ale szybko zorientowałam się, że nauczyciele są mili i dobrze mnie przyjęli. Za kilka dni stanęłam przed grupą 400 uczniów i ich rodzicami. Wtedy już wiedziałam, że chcę pracować w tej szkole. Zbiorcza Szkoła Gminna w Gierałtowicach miała za zadanie nadawać ton, kreować nowe wzorce, uczyć uczniów odwagi i konkurencji z ich kolegami z dużych miast.
Od 1 września ostro ruszyła praca nauczycieli, uczniów i rodziców. Wszyscy mocno się zmobilizowali i już wkrótce były tego efekty w postaci laureatów olimpiad przedmiotowych, konkursów czy pokazowych akademii środowiskowych. Dla mnie był to czas twórczej pracy, w czym z pełnym zaangażowaniem pomagali nauczyciele, władze i mieszkańcy Gierałtowic.
Łącznie w gierałtowickiej szkole przepracowałam 10 dobrych lat, z czego 3 ostatnie jako dyrektor już nie gminnej, ale miejscowej szkoły podstawowej.
Było to 3650 dni łatwych i trudnych. Trzeba się było zmagać z brakami w sklepach zaopatrujących szkoły w sprzęt i pomoce, z awariami, remontami a nawet zimą stulecia.
Wszystkie te przeszkody nie zakłóciły procesu nauczania a nawet dopingowały szkołę do organizowania dodatkowych imprez, letniego i zimowego wypoczynku dla uczniów.
Po latach chętnie wspominam chwile, kiedy drobne porażki mobilizowały nas do dalszej pracy i szukania nowych rozwiązań.
Jestem pełna podziwu dla uczniów, którzy przy huku młotów, w czasie kotwienia szkoły, zdobywali wiedzę, dla nauczycieli, którzy w tak trudnych warunkach prowadzili zajęcia dydaktyczne i wychowawcze. Ostatniego sierpnia 1982 roku późnym popołudniem w szkole był komplet nauczycieli. W ubraniach roboczych, fartuchach, z miotłami i ścierkami w rękach przygotowywali klasy na przyjęcie uczniów. Takie chwile łączyły grono pedagogiczne, tworzyły z nas jedną zgraną rodzinę.
Inne moje wspomnienie łączy się z otwarciem Izby Pamięci Narodowej w 1979 roku. W kronice szkoły przez wiele lat prowadzonej przez panią Teresę Szymurę odnotowano ten fakt, ale ile trzeba było pracy nie tylko pań U. Mikołaj, C. Klepek, G. Buchczyk, J. Szolc, pana W. Magnora, którzy w przeddzień otwarcia kładli wykładzinę i wykonywali dekorację sali. Późnym wieczorem rarytasem były dla nas placki przyniesione przez panią Kopernik. Mimo zmęczenia nie opuszczał nas humor. Na drugi dzień, w dniu otwarcia Izby, na naszych twarzach gościła duma, gdy zebrani chwalili ten nowy nabytek gierałtowickiej szkoły, pisała o tym także prasa.
50-lecie szkoły w 1983 r., nadanie jej imienia Gustawa Morcinka oraz wręczenie sztandaru to następne piękne wspomnienie. Wszystko wypadło wspaniale, ale i wcześniej pochłonęło to godziny prób programu artystycznego, pracy zespołu folklorystycznego pana Kostrubały, przygotowań chóru Skowronek, pomocy Komitetu Rodzicielskiego. Kuratorium Oświaty w Katowicach wysoko oceniło gierałtowicką szkołę. Na tę ocenę pracowali wszyscy pracownicy i wielu mieszkańców Gierałtowic, bo tylko w grupie można osiągnąć sukces.
Bardzo dobrze zapamiętałam panie przewodniczące Komitetu Rodzicielskiego p. A. Zubek i Cz. Kuś, które nie szczędziły prywatnego czasu i zawsze niosły pomoc szkole, rodziców, którzy przychodzili sprzątać z uczniami szkołę, gdy chwilowo nie było nikogo chętnego do tej pracy, pomagali organizować wycieczki, imprezy a szczególnie zabawy karnawałowe, z których dochód przeznaczony był na zakup pomocy lub sprzętu. Uczniowie robili kotyliony, ustawiali stoły i krzesła, rodzice dekorowali korytarz i sale lekcyjne, przygotowywali jedzenie i bufet, a potem wieczorem w pięknych kreacjach i z uśmiechem na twarzy tańczyli na kolorowych szkolnych korytarzach. Po przebalowanej sobotniej nocy w niedzielę po obiedzie spotykaliśmy się w szkole, by wszystko posprzątać, i tu z ogromną radością witałam tych, którzy przyszli pomóc, często były to całe rodziny. Wieczorem w szkole było już normalnie, a my piliśmy wspólną kawę.
Dziś nie są w modzie społecznicy, ale wtedy nikt nie pytał za ile i jak długo? Czuł, że taki jest jego obowiązek wobec szkoły i miejscowości, w której mieszkał.
Takich chwil zapamiętałam wiele i mogłabym je wspominać w nieskończoność. Nie wymieniałam ludzi, którzy szczególnie pomagali i dobrze zapisali się w mojej pamięci, bo jest ich sporo. Bojąc się ulotności pamięci nie chciałam nikogo pominąć, ale tą drogą dziękuję im wszystkim i życzę dalszych, zdrowych, szczęśliwych lat.
Bardzo miło wspominam komers klas ósmych. Gdy późnym wieczorem podeszłam do samochodu, zaparło mi dech w piersiach. Nie był on porysowany gwoździem, jak to dziś się zdarza ale cały udekorowany kwiatami. Jechałam dumna jak młoda pani przez Gierałtowice i Ornontowice, bo to była największa nagroda i uznanie wychowanków gierałtowickiej podstawówki dla mnie i mojej pracy.

Danuta Konarska

Nauczycielka spełniona … mgr Teresa Szymura

Swoją karierę zawodową rozpoczęłam od pracy w szkole podstawowej nr 2 w Knurowie. W gierałtowickiej szkole przepracowałam 38 lat. Byłam wymagająca, ale w swoim postępowaniu kierowałam się dobrem ucznia. Każdy bowiem okres w życiu człowieka ma swoje prawa i obowiązki. W życiu bieżącym nie wolno zaniedbać obowiązków. Szybko toczące się życie stawia nam bowiem kolejne wyzwania, którym musimy sprostać. Pragnę zaznaczyć, że żądałam od swoich wychowanków pracy, systematyczności, dokładności ? tego samego, czego wymagałam od siebie.

Zawsze uważałam, że znajomość ortografii to obowiązek każdego. Starałam się, aby uczniowie zaprzyjaźnili się ze słownikiem ortograficznym. Jako polonistka sprawdzając wypracowania uczniów notowałam wyrazy, których pisownia stanowiła dla nich trudność ortograficzną. Wyrazy te były przedmiotem pracy na bieżących lekcjach języka polskiego.

W oparciu o słownik ortograficzny omawialiśmy reguły, które decydowały o poprawnej pisowni tych wyrazów. Utrwalone w toku ćwiczeń tworzyły tekst dyktanda sprawdzającego. Systematyczna praca nad ortografią i gramatyką oraz literaturą sprawiła, że uczniowie bez trudu zdawali egzaminy do wybranych szkół ponadpodstawowych. Brali udział w olimpiadach polonistycznych na szczeblach wojewódzkich i zajmowali zaszczytne miejsca, które umożliwiały im wstęp do wybranych szkół bez egzaminu wstępnego.

Największą radość i satysfakcję miałam właśnie z osiągnięć moich wychowanków w konkursach przedmiotowych z języka polskiego. Laureatką II miejsca w wojewódzkiej olimpiadzie języka polskiego była m. in. Anna Gomularz. Bardzo dobrym uczniem i solidnym gospodarzem klasy był Stefan Macha. Wyjątkowo sprawdzał się jako wójt klasy, aktywnie uczestniczył w życiu naszej szkoły. Pamiętam wielu uczniów, którzy byli zdolni, ale ponad przeciętność wybijał się Jerzy Gregor, poeta, wspaniały eseista. Bardzo się ucieszyłam, że wiele moich uczennic podjęło pracę nauczycielki w naszej szkole.

Zawsze uważałam, że należy uwrażliwić uczniów na potrzeby innych. Ukształtować u dzieci pożądane cechy osobowości – serdeczny i troskliwy, wzajemny stosunek do siebie, gotowość niesienia pomocy drugiemu człowiekowi. Umożliwiała to praca z młodzieżą w ramach zajęć w Szkolnym Kole PCK. Kształtowałam postawy ucznia zainteresowanego zdrowiem własnym i swoich najbliższych. Jakim jesteś człowiekiem: to hasło towarzyszyło nam w codziennej pracy tej organizacji.

Teresa Szymura ? legenda gierałtowickiej szkoły, nauczycielka- polonistka wielu pokoleń młodzieży. Jest laureatką wielu odznaczeń za wybitne osiągnięcia w pracy dydaktycznej i wychowawczej; uzyskała Medal Edukacji Narodowej Ministra Oświaty i Wychowania. Za zasługi w rozwoju oświaty województwa katowickiego otrzymała złotą odznakę przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach. Odznaczona za zasługi w krzewieniu idei PCK.